Opis
O książce.
Przedstawione w książce fakty i wydarzenia oraz nazwiska, miejsce pochodzenia i losy bohaterów w większości przypadków są prawdziwe. Prawdziwa jest również historia 167. dywizji piechoty Wehrmachtu, opisana z perspektywy szeregowego żołnierza. Autentyczne w większości są cytowane w książce listy, choć wiele z nich opracowano stylistycznie i gramatycznie. Zdjęcia pochodzą ze zbiorów autora i ogólnodostępnych źródeł archiwalnych. Dla lepszego zrozumienia tekstu, książkę opatrzono słowniczkiem trudniejszych słów i zwrotów śląskich i niemieckich. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się nakładem Wydawnictwa Naukowego „Śląsk” w Katowicach w 2009 r.
Cała seria wydawnicza „Duchy wojny” składa się z następujących pozycji:
tom 1 – „W koszarach pod szczytami Alp”,
tom 2 – „W bunkrach Wału Atlantyckiego”,
tom 3 – „W okopach Frontu Wschodniego”,
tom 4 – „W objęciach śmierci”,
tom 5 – „W udręce nadziei”,
tom 6 – „W przekleństwie kalectwa”,
tom 7 – „W sieroctwie bez skargi”,
tom 8 – „Z Pszczyny do Kołymy — odyseja górnośląska”,
tom 9 – „Nim duchami zostali”,
tom 10 – „Duchy wojny mówią do nas”.
Krew wylana nie przestaje wołać, z pokolenia na pokolenie… parafraza Rdz 4, 10
Mglisty listopadowy dzień. Zaduszki. Jak co roku, udałem się pod las na żołnierskie groby.
Na polach smętnie, w lesie cisza. Zapalam znicz, klękam, modlę się w skupieniu.
Dziwne. Kiedykolwiek tu docieram, zawsze nachodzą mnie te same myśli. Kim byłeś żołnierzu? Gdzie twe rodzinne strony? Czy ktoś na Ciebie czekał? Czy cierpiał, jak ja?
Rozmyślam o Nieznanym Żołnierzu, a moje myśli co chwilę uciekają na ukraiński step. Na grób Ojca. Grób? Czy mój Ojciec ma grób? Jeśli ma, kto przy nim klęka? Kto tam pamięta?
Od kilkudziesięciu lat stawiam te same pytania, przenosząc duszę w dalekie strony Wschodu, gdzie błąkają się miliony uwolnionych z ciał duchów minionej wojny.
— Ojcze, tęsknię za Tobą! Wróć! Zjaw się choć raz! Choć raz mi się pokaż!
Las stał niemy i głuchy. Okrywał się coraz gęstszą mgłą. Niebo gasło, zapadał wieczór.
Nagle z leśnego mroku zaczęła wydobywać się jakaś światłość. Przybliżyła się, niespokojnie zamigotała. Słów nie słyszałem, lecz po raz pierwszy przyszły do mnie inne niż dotąd myśli:
— Synu! Umarli tęsknią bardziej niż żywi. Od dawna jestem przy tobie, przyglądam się wszystkim twoim poczynaniom. Już mnie nie szukaj! Opisz wszystko, co teraz usłyszysz…
Tak poczęła się ta książka. Pisałem ją kilka lat, więcej łzami niż atramentem. Nie było chwili, żebym przy tym nie odczuwał Jego obecności. Stale był ze mną, wspierał mnie, prowadził nieznanymi ścieżkami swego życia. Nieraz prosiłem Go o pomoc, gdy traciłem wiarę w sens swoich poszukiwań i dociekań. Czytelniku, gdybym Ci wymienił przypadki Jego interwencji — z pewnością nie dałbyś wiary. Sam zresztą nie wiem, czy samodzielnie stworzyłem ten dziennik, czy też jest to dzieło naszej irracjonalnej współpracy, współpracy zmarłego Ojca i żyjącego syna, noszących no imię i nazwisko. Sam nie wiem.
[Ze wstępu]




