Opis
Mitu nie da się wymyślić, można jedynie – mniej lub bardziej świadomie – odtwarzać pewne prastare wzory opowiadania. Odtwarzać można je także wtedy, gdy opowiada się o historii. Spojrzyjmy z tej perspektywy na losy bohaterów dwóch wojen – jednej opiewanej przede wszystkim w micie i drugiej – głównie w historii.
Odyseusza wyprawiającego się pod Troję żegnają Penelopa i Telemach; kiedy jednak mija dziesiąty rok od zakończenia wojny i jej bohater zmian u Homera jest Atena. „Sercu Telemacha dodała siły i odwagi i pamięć ojca uczyniła żywszą niż wprzódy” (tłum. J. Parandowski). Palladzie zawdzięcza także swoje przebudzenie Odyseusz. Wraca na Itakę zamieniony przez boginię w starego żebraka okrytego „łachmanem lichym”. Jego prawdziwej postaci nie potrafią dostrzec najbliżsi – żona i syn, ale wyczuwają jego obecność: pies Argos towarzyszący Eumajo- sowi i stara piastunka Eurykleja. Odyseusz, rozpoznany w końcu przez syna, a później żonę, zabija zalotników, a z Antinoosem rozprawia się na samym początku. Od kolejnej wojny, z mścicielami zabitych, ochrania ich Atena… Poza pieśniami Odysei znalazły się późniejsze losy Telemacha, który żeni się z Nauzykaą, jedną z opiekunek ojca, i obejmuje Itakę we władanie.
Opowieść górnośląska w wielu punkach przypomina tę grecką. Obie opisują wojny. To znowu historie: syna oczekującego ojca, żony, która zaczyna myśleć o nowym mężu, a także zalotnika do tego miana aspirującego. To także opowieść o Itace, czasem zniewolonej, a czasem wolnej.
Różnice są znaczące. Odys nie jest zwycięzcą, lecz pokonanym, nie udaje żebraka, lecz nim jest, jego tułaczka nie ma w sobie nic z rozkoszy, a znaczona jest jedynie udręką. Penelopa ma tylko jednego adoratora i – ku rozpaczy syna – mu ulega. Zalotnik, barbaros, nie tylko potrafi omotać żonę bohatera, nie tylko próbuje podporządkować sobie syna, ale żąda władzy nad rodzinną pamięcią.
– W tym domu nie chcę słyszeć słowa: Helmut! Masz Franek i tak tu będzie mówione. Zrozumiano?
– Nie chcę słyszeć słowa: Wehrmacht! Ja z tymi zbrodniarzami walczyłem. Oni mi zniszczyli rodzinę!
– Nie chcę też słyszeć o jakimś Francku Martoniu! Był taki, owszem, ale się zbył! I nigdy go już nie będzie! Nawet na fotografii!
Dokonuje tego z pozycji zwycięzcy w tej wojnie, jednak czerwony sztandar, pod którym tego dokonuje, ostatecznie okaże się symbolem jego niesławy i sprawi, że dobrowolnie skażę się na banicję.
A jaki jest górnośląski Telemach, który uparcie nie chce być Frankiem, tylko Helmutem? Nikt mu nie pomaga przepędzić uzurpatora. Nie podejmuje z nim bezpośredniej konfrontacji, lecz wypowiada mu posłuszeństwo:
– Wulcoku! Nigdy ci niy powiym tato! Nigdy niy bydziesz dlo mie ojcym! Nigdy mie już tyż sam niy ujrzisz! Wynios żech sie z rodzinnego gniozda na dobre.
Pamięć o ojcu i rodzinnych obyczajach podtrzymuje dziadek August przypominający i Eumajosa, i Eurykleję. Koniec tej historii nie ma w sobie nic z epickiego triumfalizmu czy mistycyzmu, rozumianego jako bezpośrednie obcowanie ludzi i bogów. Przy Dorce i Helmucie nie pojawia się Atena, która pomogłaby rozpoznać męża i ojca. Nie ujawnia tego także widzom narrator towarzyszący spektaklowi. Maska, figura z upodobaniem stosowana przez autora Odysei, nie zostanie ściągnięta.
Może jednak ten zabieg odnosi się tylko do postaci ojca? Bo przyjrzyjmy się pozostałym dramatis personae. Mietek, budujący swe uzurpacje na zasługach pogromcy Niemców, ostatecznie trafia z żoną właśnie tam – do Rajchu. Górnośląski Telemach wraca – nie wiemy pod którym imieniem – wraz ze swoją ukochaną do rodzinnego gniazda. A czy Itaka, znajdująca się gdzieś na ziemi pszczyńskiej, nie przypomina jednak pałacu po dokonaniu wielkiej rewolucji? Lenka rozpali zapewne ogień w kuchni, tak jak to zrobiła Eurykleja, usłyszawszy od swojego pana: „Przynieś staruszko siarki – to lek na wszelkie zło, przynieś ogień, bym wykadził megaron”.
Czy po tym wszystkim, co się stało na Itace, dość już wyludnionej i zmienionej, rzeczywiście można po prostu wrócić do tego, jak było wcześniej? Zadajmy nowym-starym lokatorom te chociażby pytania: Kogo mamy prawo nazywać „obcym”, a kogo „swoim” na tym skrawku ziemi? Czyim domem jest (moja) ziemia? Na czyjej ziemi stoi mój dom?
Tak, na starych wzorach oparte są opowieści o trwaniu i powrocie, o czekaniu i pamięci (nawet pamiętliwości), o złudzeniu (także straconym) i rozpoznawaniu; mimo że rozgrywają się w różnych scenografiach. Opis historii można oprzeć na takim (historia zwycięzcy) lub innym (historia pokonanego) wzorze. Mitu nie można wymyślić ani zignorować, można go zastąpić innym mitem. Te dylematy stają zarówno przed mitycznymi herosami, jak i bohaterami naszej historii.
Homer inscenizuje oczekiwanie uwieńczone słodyczą zemsty i serią rozpoznań. Łysko pisze o czekaniu prawie na pewno daremnym – takim jak na Godota – i rozpoznaniu mocno niepewnym, ale niewykorzenionym zupełnie z nadziei. Odwiedziny dziwnego rosyjskiego więźnia czy zruszczonego śląskiego raba, na którym „wisioł stary wyleziały mantel”, przypominają całą serię scen, gdzie jeden z bogów, albo i sam Bóg, wkracza w życie ludzkie, pozostawiając – tak jak w Emaus – tylko przeczucie obcowania z Tajemnicą, a nie mistyczną pewność. Jeśli to mąż Dorki i ojciec Helmuta pojawia się w ostatniej scenie, to jakże się nie zdumiewać jego wyczuciem chwili, tym co Grecy nazywają kairos? Po latach wraca do swojego domu, widzi swoją Penelopę, która ułożyła sobie już życie z innym mężczyzną i spodziewa się kolejnego dziecka. Dlatego odchodzi, by spotkać się z kolejną Tajemnicą – może ukojenie przyniesie mu jedynie franciszkańska kontemplacja Boga i Natury? Ileż tonów wybrzmiewa w tej codzie!
W poemacie Alojzego Lyski pisanym przez niego całe życie, a poświęconym czekaniu na ojca, Godajom mi Helmut należy do najbardziej przejmujących pieśni.
[Krystian Węgrzynek Katowice-Lędziny 2025]




